WIERSZE

+   

 

" Złote pióro " 

Słowa te najpierw na wolno w mojej głowie powstają, kiedyś w ciemnym świetle lamp, w szkolnej ławce, na plaży w domu, w witrynach samochodu. Po moich zajawkach, twierdzeniach i marzeniach ślad pozostawiają, ślad tego co we mnie tkwi. Uśpione interpretacje życia ożywiam na papierze. To co we mnie siedzi obrazuje w każdym bądż razie nad wyraz szczerze. Te prace są dla mnie bliskie, liryczne, mające znaczenie nad wyraz ideologiczne. Jest to część mego życia, które w tym zbiorze prac objawiam, w wiązankę wielu elementów niczym bukiet kwiatów oprawiam. Objawia się w nich moja prawdziwa ażurowa twarz,którą jak oglądasz, to pewnie jakiś tam zarys masz. Trzymając w dłoni złote pióro,pozwalające tworzyć sztukę,mam wrażenie, że wyzwalam takie złoty pył, który osadzając się na papierze tworzy linie wzory, różne połączone ze sobą kolory. Tak więc drogie Panie i Panowie, zapraszam do mam nadzieję miłej lektury tylko te osoby dla, których liryczna zabawa słowem jest czymś ciekawym."

 

Pozdrawiam

   Camilla Sawa   

 

+  

Psychodeliczna dama łamiaca mury nijakości, zaprasza Cię tam gdzie

zamykają Ci się powieki, powoli odpływasz w zwariowany, paranormalny świat. Tracąc rzeczywistość dochodzisz do wielkich, niczym z średniowiecznej powieści bram. Nieśmiało je otwierasz. Widzisz dwie drogi. Jedna prowadzi do znaczących w świecie odpowiedzialności bzdur. Druga do braku rzeczywistości, pachnących wanilią utopijnych seansów, chilloutowych transów, szkiców na papierze, marazmów świata, łapaniu chwil i spluwania na pseudo ważne konwenanse..... Latasz powoli w tym świecie, pomiędzy kroplami nut, które przepełniają duszę. Zamykasz oczy i unosisz się lekko w marazmach chwili, w rozanielonym powietrzu, lekko, niewidzialnie i nierealnie płyniesz, unosi Cię lekki podmuch wiatru, cały czas między kropelkami nut padającymi leciutko, jak w najbardziej błogim śnie.

no i jak Ci jest w psychodelicznej owianej wanilią czarodziejskiej krainie? Widzisz może ten luz, blus, schranz, bans, kolorki, motylki, baloniki, morze, słońce, plażę, muchomorki i guziki ? Dis is maj łold,.he ;] 

 

+   


"Powtarzając słowa, jaki to wszystko ma sens co mam z tego, oprócz wylania wnętrza, kreśląc każdy nowy wers. Czy zostanie liryczna część mojej duszy, czy w zakurzonej od starości szufladzie z czasem ta twórczość naturalną śmiercią się ogłuszy?. Kartki wypełnione absrakcyjną myślą z wnętrza mego łomotem wyrwane, Opisane sytuacje życia, dające przez pisanie odetchnąć. Są naturalnie lawiną słów nokautowane. Dusza staje się spokojna, noc owiana myślami nie jest już nad wyraz upojna. Jak długo jeszcze w ten sposób będę trwać w lirycznej gierce?. Jak długo atrament kreślić będzie treść mego wnętrza?. Jest taka nadzieja tląca się w głębi , która nieśmiało myśli, że nie pójdą te kartki życia w zapomnienie, robiąc jedynie za młodzieńcze wspomnienie. Nie wiem na co liczę marzeniami owianymi bezcelem tych słów  okazuje. Wiem, że to wszytsko zniknie w nieważności świata, że zabiorą i zniszczą mijająco bezwględnie lata"

  

 

+ 

 

Z serii " A muzićka sobie graju" 

"Wkręcam się w lekką melodyjną falę....płynę....faluję pomiędzy zbansowanym dźwiękiem, czując każdy jego krok, każdy szept, każdy ruch. Czuję jego duszę, wnikającą w moje ciało, w każdy zakamarek,w nerwy, które miło szarpie i porusza, miło kręci, tak nakręca. Każdy punkt, który suszę, wystawiając na wiatr ztransowaną owianą pięknym dźwiękiem duszę. Zamykam oczy i unoszę się w powietrze, takie niewidzialny, nierealny lot, lot między lekkim podmuchem wiatru, między kroplami nut, padającymi leciutko, stopniowo przechodząc w namiętny deszcz rozwalający od środka masywny zbansowany trans. Tak czuję w tym momencie muzyczkę, która napier.....z całych sił z małych schowanych w moich uszach głośniczków" 

 

+

 

"Osiągnąć dno niewidoczne dla nigogo. Dno....ciemne...życia w studni. Życie nieznaczące dla nikogo, przez głupotę zmarnowane w głębinach dołu...Mi to dudni...Przenikając przez trudy wzguża świata, pokonać ciśnienie krwiopistego, ciężkiego na plecach bata. Strach przed tym wszystkim co było, jest, co będzie. Bezlitosne, ktrótych nic nie obchodzę widzę wszędzie. Ich cwaniackie poważne twarze, w obrazie inroni ja Wangog na obrazie marze. Teraz widzę oczami naiwnego szczeniaka, że wszystko jest możliwe. MOżliwość gór przenoszenia, jest blisko, z czasem odpływa po zamarźniętym lodzie ślisko. Potknę się czy je złapie. Teraz tonę w abstrakcyjnym pejzażu świata, który przekreśla jak w więzieniu alkatras stabilna krata."

 

 +  

 

"Nasza banialuka" 

Chcąc zaczarować, wbić czarodziejską moc mojej indywidualności, oddać Ci dech, aby przepełnił całe Twoje ciało. Energię piękna, szczęścia, przerażająco szalonej sielskości. Prozaiczne sprawy były by piękne. Czuć oddech rozkręcenia, przechodzący w psychodeliczny namiętny trans. Ciało oblewające pot. Poczucie, że kieruje tą chwilą magia. Rozlane wino Bogów wokół płomieni ściec wokoło. Pół mrok, który wypowiada zaklęcie, aby te chwile trwały jak najdłużej. Do końca świata. Roznosiły nasze nerwy w ztransowanym amoku. Czując oddech i ciepło i wszystko co piękne i szczere. Tak, aby szczęście w szalonym rytmie delikatności rozwalało całe nasze ciała. 

 

+ 

 

 "Klaun w paranormalnej masce"

Podświadomość nie istnieje. Klaun w paranormalnej masce w twarz mi się śmieje. Widzi nadmiar nieułożone złości. Ciało mgłą smutku owiane, uśmiechem, szczęściem pości. Zlizuje pot z czoła, który przemawia, kapiąc w kałuże wielką niemocy. Szuka wieści, że dostanie od kogoś szczerą garść pomocy. Pełną kapiącą jej sokiem. Przechodzącą każdym zakamarkiem, każdym tym nieistniejącym bokiem.  

 

+

 

Z serii "A muzićka sobie graju" 

Łącząc sylaby, łącze myśli. Wpadając w dziwny niezydentyfikowany trans,  wgłębiam się w jego ręce...magiczne w dotyku. To tak jakbym wirowała w jego wenie, kreciła się w rytm melodii, w rytm nut. Wkręcam się i przelewam na papier pokręcone coś co siedzi we mnie.  Czując ostry bit z głośników wydobywam z siebie siłę, która tkwi w każdym zakamarku mojej duszy. 

 

+ 

 

" Ja to rymy, to liryczna torpeda, zwariowana logopeda, hip-hopowy złoty medal, skoki bitów, skoki słów, skoki treści, rymów, woli, sQład nie boli, sQład nie rani, nie nabija zdechłej bani. Rap napiera, moja ściera, ściara brud, komercyjny złoty smród. KOjot wyje, patologie rapu myje. Mój rap?: red bul lata, środek lata, słodka wata, chalkidiki greckiego świat. Nie rozumiesz w mojej duszy się nie snujesz." 

  

 

+ 

 

" Dawno dawno temu...." 

Dawno dawno temu, za górami za lasami, żyła sobie pewna dama Camilla Sawa potocznie zwana...........a teraz policzę do 3 a ty powoli odpłyniesz...................................1.................................................................2............................................................3

Zamykają Ci się powieki, powoli odpływasz w zwariowany, niezrozumiały dla wielu świat. Tracąc rzeczywistość dochodzisz do wielkich bram jej duszy. Nieśmiało je otwierasz. Widzisz dwie drogi. Jedna prowadzi do znaczących w świecie i dla niej odpowiedzialności bzdur. Druga do braku rzeczywistości, pachnących wanilią utopijnych seansów, chilloutowych transów, szkiców na papierze, marazmów świata, łapaniu chwil i spluwania na pseudo ważne konwenanse.....Gdzie idziesz?  Latasz powoli w tym świecie, pomiędzy kroplami nut, które przepełniają duszę. Zamykasz oczy i unosisz się lekko w marazmach chwili, w rozanielonym powietrzu, lekko, niewidzialnie i nierealnie płyniesz, unosi Cię lekki podmuch wiatru, cały czas między kropelkami nut padającymi leciutko, jak w najbardziej błogim śnie.No i?............ jak Ci jest w psychodelicznej owianej wanilią czarodziejskiej krainie?...... 

 

 +

 

"Niezydentyfikowany trans, który w laniu atramentu każe trwać"

" Zapisuje istnienie na białej formie papieru. Trzymam ją luźno w dłoniach spoconych, drżących, oblanych potem truda życia, istnienia. Czując euforię, przechodzącą w skroplony, zchilloutowany taniec duszy. Krople nut, zbansowany skroplony dźwięk. Słyszę dźwięk, muzykę środka. Czuję błogie brednie wnętrza mego. IUnność przepływającą melodyjną falę. Zapisując ją wpadam w dziwny niezydentyfikowany trans, który w laniu atramentu każe trwać."

 

+

 

"Chemiczny spektakl na deskach kosmicznej opery cześć 1" 

" Płynę po powierzchni nierealnie. Unosząc się lekko, jakby w śnie latając, łamiąc mury nie do zburzenia w normalnym małym bycie. Czuję siłę. Płonienie z dłoń płynące......jestem energetycznym chilloutem. Piękne uczucie zdecydowanie mnie oplata. Prosi, błaga, wymaga. Chwilo trwaj, Trwaj w wieczności. Trwaj nie znikaj. Bądż. Siła ogarniająca całę moje ciało, roznosi otaczający świat. Czuję wolność, rozanielone powietrze. Czuję, że płynę, tworząc sztukę, kreśląc obraz stanu mego, plamiąc energią, kroplami farb na płótno, haotycxzne mazaje, pływają, łączą się ze sobą, przedstawiając marazmy chwili. Chwilo trwaj, nie kończ, nie znikaj, czuj, oddawaj pachnące wanilią nierzeczywiste seanse." 

 

+

 

"Chemiczny spektakl na deskach kosmicznej opery cześć 2"  

" Płynę po powierzchni nierealnie, unosząc się jakby w śnie latając. Łamiąc mury nie do zburzenia. Już nie czuję siły. Płomienie z dłoń płynące zaczynają się żarzyć, palić. Nerwowo staram się je gasić. Już nie będąc chilloutem, zmieniając się niespokojny drum and bass momentami nieprzewidywalny schranz, który zdecydowanie mnie oplata. Proszę, błagam, wymagam. Chwilo złudnie piękna, przestań trwać. Nie trwaj, lecz znikaj. Bo czasem te pachnące wanilią nierzeczywiste seanse zaczynają gnić i śmierdzieć, ble ."

 

+

 

" Dziwne uczucie wypełniające całe moje ciało. Przechodząc jak dreszcz od stóp do głów, odnajdue ważną od zawsze siedzącą we mnie naturę. Liryczną, abstrakcyjną, duszę, która tkwi patrząc na świat rozbieganym wzrokiem. Dzieje się ze mną coś dziwnego, abstrakcyjnego, nieopisanego, do zidentyfikowania trudnego. Patrze na wszystko wokół mnie prze weneckie lustro spostrzegając świat inaczej. Wpadając w nostalgię. Próbuję  w lirycznych słowach i wersach opisać siedzące we mnie tajemnicze myśli. Czując, że wszystko co robię, czynię, myślel, kreśle, marząc na papierze nie jest spełniane nadaremnie."

 

+

 

" Życia wiklinowy kosz przecieka. Przez palce odpływa w otchłań życie. Czas nieubłagalnie ucieka. Proszę, aby przestał....bezskutecznie.....Słyszę serca bicie. Żaden huk już się nie powtórzy. Z każdym dniem na starość się kurzy. Kiedy powiesz stop nadejdzie pas, będę jednostką nieznaczącą dla szerszych mas. Pożegnam ciała ubranie, wezmę do ręki "abstrakcyjnego Boga" wezwanie....odejdę...blisko...daleko...wysoko...gdzie? nie wiem, nie potrafię odpowiedzieć.....":

 

 + 

 

" Życiowe motto Jasia" 

"Co chcesz z życiu robić" Pyta nauczyciel Jasia

"Oko zmróżyć, mam Ci to powtóżyć?" Odpowiada radosny Jaś.   

 

+ 

 

" Mój ulubiony największy problem....To to, którą stronę mam dziś opalać

" Móc szybować w otchłani niczym niewidzialny z ziemi znak. Czuć się jak wolny od wszystkiego  jastrzębi ptak. Jest takie we mnie wspaniałe marzenie, które czasem się spełnia i cały czas we mnie drzemie. Odkręcić się od tego wszystkiego o czym myślę, co mi nie daje spokoju, znaleźć się w bezproblemowym tropikalnym z widokiem na morze pokoju. NIe myśleć co mnie przytłacza, co w problemy moją duszę wtłacza, umiejąc odgonić trapiące mnie myśli,.... ach słońce, morze, plaża niech to jak najszybkiej się zyści"

 

+

 

" Myśli, troski, słowa, która mieści moja głowa, ważę, liczę długopisem. Szukam stabilnego, w mym życiu odpowiedniego steru, który prowadzi w miarę prosto, aby za dużo, dużej ilości zła nie wyniosło i poczucie mojego szczęścia procentowo wzrosło. Światło gaśnie, nadchodzi zmrok, to już 18 życia rok, czas aby przewróżcić się na drugi bok. 4/2 ulica Człuchowska- Felczaka moje miasto, moja Człuchowska rzeczywistość, uwieczniona w tym momencie pokręcona moja istość. Istość mnie samej, mojego istnienia, mojego zwariowanego pokręcenia. Lata lecą i nie trzymam Cię już za rękę, sama wiem jak ma wyglądać moje istnienie, z waszych skrzydeł niedługo dostanę pełne wyzwolenie. Nauczyliście mnie jak mam się zachowywać, jak w trudnych sytuacjach postępować, jestem wdzięczna za to co mi daliście, jak swoje postępowanie przy tym umotywowaliście. jako najważniejsi najmocniej mnie pokochaliście z pod szponów oplatającego życia zła wyzwoliliście. Gdyby nie ty...nie wiem jakby to było czy bez problemów by się obyło, tylko ty jesteś ze mną, tylko ty mnie rozumiesz, niewidzialny mur bezpieczeństwa w wokół mnie budujesz. Ci mogę powiedziać prawie wszystko o czym myślę, o czym marzę, kogo przyjaźnią, miłościa, przyjaźnią i nienawiścią darzę. Dostała Cie mamo w największym urodzinowym darze. Oby tak było zawsze, o tym cały czas marzę, abyś zawsze była ze mną, dzieliła swe smutki i żale, nie obraże się na nikogo wcale jeżeli zawsze przy mnie będziesz. Czasem nie rozumiesz mego świata, który niezrozumiałościa Cię oplata. Jednak wiesz, że Cię kocham...;).....Ten rym jest dla moich rodziców, potem dla mamy, bo uczucie tej bezinteresownej miłości i wdzięczności w większości mamy."

 

+

 

"Widzę swe odbicie w lustrze zbitym. Nie wiem kim jestem, o czym myślę, czego pragnę. Tylko przeglądam się w ciele odbitym. Chciałabym zrozumieć po co tu jestem, w smogu szumu, jazd i dymu. Przemieszczam się wolno. Obserwuje zaduch ludzi szybkich. Każdy biegnie, pędzi. Stoję za oknem przez mgłę zabitym. Nie mogę jej zbić. Próbuje. Walczę z całej siły. Czekam na moment gdy mgła spłynie. Że wydobędę z siebie siłę, która pozwoli mi żyć pełną mojej osoby piersią. Nie czuć beriery szyby, mgły i deszczu. Powtarzając żyć pełą piersią."

 

+

 

"Twarz zalana potem silnym nieokiełznanym. Wyraża chęć wybicia prawdziwej natury. Zewnętrznością kierowanie życiem swoim, obrazem od Boga mi danym. Próbuje przebić się przez konwensów grube mury, przeciskam się stają się coraz cieńsze, nie licząc się z słowem Twoim. Być innym pięknem świata, pięknem odróżniającym się od szarej rzeczywistości. Próbuje nie tracić ogólnie przyjętej twardej moralności. Żegnając konwenanse, odlatywać słowem, myślą, czynem jak w narkotyczne liryczne pachnące wanilią seanse. Jej zapach unoszący się niczym mgła na porannym polem. Kłąb dymu ziół zielonych przynoszących szczerą niebanalną radość, że żyję w transie odpływu w inny świat odlatuje....szybko....niczym niewidzialny z ziemi ptak."

 

+ 

 

"Teroryzuje Cię słowem, wersem, układanką sylab prostych. Każde słowo tutaj wylane, przez moją duszę, rękę, głowę, dokładnie przemyślane. Leję piórem treść mego serca. Serca smutnego, samotnego, mieczem Grunwaldzkiego żołnieża boleśnie kłutego. Zadając potężne na linii ognia życia, wielkie, przeszywające strachem rany. Przyczem abstrakcyjny Boże proszę do księgi mego życia świetlnych uniesień rydwany. Głęboko za barykadą komercji życia nocy, pozostaje indywidualna postać, artystyczne dziecko świata łamiące mury nijakości niepewnym krokiem kroczy. Przestraszone zapłakane oczy, widzą, że dla nikogo nic nie znaczą i długo znaczyć nie będą poczucia bezradności przez lata się nie wyzbędą..."

Hmm......ach te nastolenie nastroje, każdy problem wtedy wyolbrzymiony, ale za to jaka układanka fajnych słów powstała.

 

+ 

 

"To nie korki uliczne tylko stany psychiczne, któe tkwią brną w głąb. Przelewam na zewnątrz, na oścież otwieram serce moje, które ukryte objawiam w słownej gierce. Czytając moje słowa i tak nie wiesz, co siedzi w skansenie mej duszy, co tli się w najgłębszych myślach mego wnętrza głuszy. Oplata je przezroczysta ażurowa mgła, która niszczy przejrzystość, nie chce oddać mych myśli w realności istość..........."

 

+ 

 

"To nie droga różami szczęścia usypana, lecz nie znacząca nic fata morgana, którą tworzy klaun iluzjonista śmiejący się prosto w twarz, że uwierzyłam, zabierając z pod nosa iskrę wiary. Mówi asta lawista panienko. Iskra złudna niegdyś ognista ginie w świecie rzeczywistości. Kompozytor  podsumowuje składając nuty, wykonuje smutny dzwięk pianista. Gdzie łza melodi staje się pienista. Iskra nadziei, że tak się nie skończy życia mgła lina ogniem nie będzie. A mój cień w kłębach niewidoczności uczucia lęku przed samotnością się nie wyzbędzie"

 

+ 

 

 "Tańcząc w rytm melodii, szarpanej przez życia struny. Widzę świat, spostrzegam szarość, szarych ludzi mętny taniec. Bezpłuciowy, bez melodii, bezuczuciowy, bez słońca wschodu i zachodu, monotonię...nic....nie widzę w was nic. Tylko te same inne mętne twarze, anonimowe maski. W szarym tłumie codziennie tańcząc czuje wasze kamienne drętwe ryje"

   

+